piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział 2 The secend meeting and the first meeting.

 The secend meeting and the first meeting.


Otworzyłam oczy i od razu spojrzałam na zegarek. Była godzina 6.15, byłam nie wyspana, zmęczona, a czekał mnie długi dzień. Mam dziś tyle rzeczy do zrobienia i z tego powodu nie leżałam już dłużej tylko od razu wygramoliłam się spod kołdry i popędziłam do łazienki. Tam zruciłam piżamę i od razu weszłam pod prysznic. Po 5 minutach wycierałam już swoje ciało, a później owinęłam je ręcznikiem. Umyłam zęby i zrobiłam makijaż, a potem związałam włosy w kitkę. Chwilę później wróciłam do pokoju. Tam założyłam bieliznę i ubrania. Tego dnia postawiłam na jasne spodnie, zwykły T-shirt i bejsbolówkę.
Następnie zeszłam na dół, gdzie czekała już moja mama. Przywitałam ją ciepłym uśmiechem i buziakiem w policzek. Kilka minut później siedziałyśmy w samochodzie i jechałyśmy do nowej pracy mojej mamy. Moja mama tym razem pracowała jako gosposia u jakiegoś zespołu. Będę tam pierwszy raz. Zawsze pomagam mojej mamie w pracy, gdy mam tylko czas. Po półtora godzinnej jeździe zatrzymałyśmy się pod dużą willą. No ten zespół to musi być na prawdę w ch*j bogaty. Wysiadłyśmy z samochodu i po chwili menager tego zespołu wyszedł do nas,a następnie zaprosił nas do środka. Mama od razu zabrała się do pracy, ponieważ za chwilę miał zejść zespół na śniadanie. Z tego powodu i jak więc wzięłam się do pracy. Pomogłam przygotować mamie śniadanie. Gdy skończyłyśmy usłyszałam dźwięki kroków. Po chwili w kuchni znalazło się 4 zaspanych i po kacu chłopaków. Zaraz, zaraz, ku*wa! Przecież to jest ta dziwna piątka ( teraz to czwórka) chłopaków z klubu. Bacznie każdego z nich zlustrowałam wzrokiem, a kiedy moje spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem blondyna od razy przypomniałam sobie wczorajszy wieczór... i ten taniec. Z impetem postawiłam talerze na stole, tak aż moja mama się odwróciła i popatrzyła na mnie karcącym wzrokiem. Zaraz potem ruszyłam do drzwi. Gdy byłam przy drzwiach usłyszałam głos mojej mamy, mówiący "Gdzie idziesz, Chris?", na co odpowiedziałam poważnym głosem "Zabić Dominic'a. Pożałuje tego skur*wysyn!". Na koniec moja mama krzyknęła "Chris zachowuj się, nie bądź jak twój ojciec!" Jak mój ojciec? Mój ojciec był dla mnie przykładem, cieszę się, że jestem taka jak on. Może nie dokładnie taka sama, ale bardzo podobna. Do tego by być taka jak mój tata jeszcze mi brakuję, ale pracuję nad tym. Całe swoje życie zawdzięczam tacie. To jaka jestem, jak żyję, czym się interesuje to jego zasługa. Gdyby nie on byłabym nikim, a teraz wiem kim jestem, wiem czego chcę, wiem co mam robić. A właśnie teraz muszę zabić Dom'a. Wsiadam do auta, odpalam go i  z piskiem opon odjeżdżam spod domu tego zasranego zespołu. Po kilku minutach dojechałam pod warsztat samochodowy, który prowadziłam razem z Dom'em. Byłam pewna, że go tu znajdę. Otworzyłam drzwi z impetem i zdecydowanym krokiem weszłam do środka. Od razu go zauważyłam, naprawiał srebrne Audi. Szarpnęłam go za ramię, na co on zaśmiał się i odwrócił się w moją stronę.

-Dom, ty idioto! Przez ciebie ch*ju będę mieć teraz zjebanie?! Zadowolony jesteś, ku*wa?!- krzyknęłam.

-Chris, o co ci do cholery chodzi?- spytał, nie wiedząc o czym mówię.

-O wczoraj, ku**a. O wczorajszą imprezę i ten twój debilny pomysł.

-A możesz jaśniej.?

-Ten chłopak należy do zespołu, u którego od niedawna pracuje moja mama. Dziś byłam u nich w domu żeby pomóc mamie, a gdy jego zobaczyłam od razu wyszłam, mówiąc, że cię zabiję. Chyba uwierzyli- opowiedziałam mu już trochę mniej zdenerwowana.

-Hahahaha, oj Chris. Ty i te twoje pomysły.- zaśmiał się ze mnie i mnie przytulił.

-I tak cię nie lubię.- dodałam.

-Wiem, ty mnie kochasz. Dobra, a skoro już tu jesteś to bierz się do pracy.

-Pff, od razu.- odparłam i dałam mu kuksańca, a potem poszłam naprawiać czarne BMW. Musiałam zaglądnąć pod spód samochodu i tak też zrobiłam. W warsztacie zostałam sama, Dom już poszedł. Naprawiając już drugą godzinę usłyszałam czyjeś kroki. Na razie nie miałam zamiaru wstawać, czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. Po chwili usłyszałam głos:

-Dzień dobry, Panu. Czy mógłbym zostawić samochód do naprawy w pana warsztacie?- słysząc to cicho się zaśmiałam i wysunęłam się spod samochodu. Mina tego chłopaka była bezcenna, gdy zobaczył, że jestem dziewczyną.

-Oczywiście, że może Pan zostawić u mnie samochód.- odparłam z uśmiechem, a chłopak wciąż patrzył się na mnie z zadziwieniem.

-Przepraszam. Myślałem, że jesteś chłopakiem, bo...- zaczął, ale mu przerwałam.

-Bo zwykle dziewczyny nie pracują w warsztacie samochodowym.- dokończyłam.

-Dokładnie.- przytaknął.

-A coś złego jest w tym?- spytałam.

-Nie, nie. Po prostu to jest rzadko spotykane. Ale to dobrze. Bardzo dobrze.- wytłumaczył się.

-Dobra, dobra. W czym problem?

-Chodzi głównie o wymianę kilku części.- odparł.

-Jasne. Pokaż ten samochód.

-Stoi przed warsztatem.

-To chodźmy.- Wyszliśmy przed warsztat. I co zobaczyłam?! CUDO! Przede mną stał czarny Chevrolet Camaro. Czułam wzrok tego chłopaka, przyglądał się mi i czekał na moją reakcję. Czyżby myślał, że nic nie wiem na temat tego auta?

-No, no. Chevrolet Camaro z 1969 roku. Silnik V8 o mocy 425 KM i 460 Nm momentu obrotowego. Wyprodukowano tylko 201 takich samochodów. Skąd go masz?- powiedziałam, a chłopakowi "szczęka opadła".

-Mam swoje sposoby. A tak w ogóle to skąd to wszystko wiesz?- odpowiedział.

-Mam swoje sposoby.- odparłam, po chwili dodając- Nie pracowałabym w warsztacie samochodowym nic nie interesując się mechaniką i motoryzacją. Proste.

-No w sumie racja. Hmm, a mogę wiedzieć jak masz na imię?- spytał chłopak.
-Możesz. Jestem Chris.- odparłam wyciągając rękę.

-Ja jestem, Zayn.- przedstawił się, czarująco się uśmiechając.

-Miło mi cię poznać.- dodałam, jak na kulturalną osobę przystało.

-Mi Ciebie również. Emm, mam pytanie.

-Słucham?

-Chris, to chyba męskie imię, prawda?- zapytał wyraźnie speszony.

-Owszem, ale to również skrót od damskiego imienia Christiana.- wytłumaczyłam.

-Aaa no tak. Dobra, a wracając do sprawy samochodu, to chciałbym żebyś wymieniała na początek części, które są najbardziej zużyte i wstawiła takie najlepsze, z górnej półki.

-Oczywiście, nie ma sprawy. Za jakieś tydzień możesz przyjść po odbiór auta.

-Idealnie. To do zobaczenia.- powiedział.

-Do zobaczenia.- odpowiedziałam, po czym wzięłam się do obejrzenia samochodu. Swoją drogą to ciekawe, po co on wymienia wszystkie te części.



Witajcie. Rozdział miał się pojawić po 6 komentarzach, ale się ich nie doczekałam i dodałam rozdział wcześniej. 
I co tu się dzieje? Kolejny wątek i kolejny bohater. Rozdział może trochę nudy, ale wy już to oceńcie.

5 komentarzy= Nowy rozdział.


niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 1 Seductive dance and the first meeting.

 Seductive dance and the first meeting.


Jeszcze dwa okrążenia. Tłum ludzi. Meta. Krzyk. Jedno okrążenie. Ostry zakręt. Delikatnie w niego wchodzę i znów prosta. Jeszcze chwila. Wygram to. Spoglądam w lusterko. Za sobą widzę dwa czarne samochody. O nie, teraz się nie poddam. Dodaję gazu i już po chwili przekraczam linię mety. Hamuję z lekkim driftem. Wygrałam! Wysiadam z samochodu i słyszę krzyk. Po chwili podchodzą do mnie moi przeciwnicy i mi gratulują. Jednak nie zostaje tam długo, śpieszę się. Wsiadam do swojego Jensen'a Interceptor'a i odjeżdżam z miejsca wyścigu.




Już po kilku minutach parkuję pod niewielkich rozmiarów żółtym domem z brązowym dachem, po czym otwieram bramę i wjeżdżam na niewielkie podwórko. Samochód zostawiam w garażu, a ja pędzę do domu. Wpadam jak burza do środka i od razu wędruję do kuchni, gdzie z pewnością znajduje się moja mama. Nie myliłam się. Ona większość swojego czasu spędza w kuchni, bo gotowanie to jej pasja. Przytulam ją od tyłu i daję buziaka w policzek, na co ona śmieje się pod nosem i pyta "Co ty taka radosna?". Będąc przy progu pomieszczenie odpowiadam "Mam dobry dzień." i po chwili znikam za drzwiami. Zaraz potem biegnę schodami, przeskakując co dwa, czasem trzy schodki. Gdy już jestem na pierwszym piętrze wpadam z prędkością światła do swojego azylu i zaczynam przebierać ubrania w szafie, jednak dwie sekundy później stwierdzam, że nie mam w czym iść. Odwracam głowę i spoglądam na zegarek, wiszący na ścianie. Zostało mi 30 minut. Nie mogę się poddać, więc ponawiam poszukiwanie odpowiedniej kreacji na dzisiejszy wieczór. Gdy już miałam sięgnąć po zwykłe czarne spodnie i jakąś koszulkę swoimi błękitnymi tęczówkami zauważam cudo, które zakupiłam jakiś tydzień temu. Kompletnie o nim zapomniałam. Chwytam sukienkę i biegnę do łazienki. W szybkim tempie zrzucam z siebie ubrania i wskakuję pod prysznic. Biorę zimną kąpiel, a potem myję włosy. Po chwili wychodzę i wycieram swe ciało ręcznikiem. Następnie suszę swoje brązowe włosy, które same z siebie się falują. Ubieram małą czarną i zaczynam robić makijaż. Najpierw tuszuję rzęsy, potem używam kredki do oczu, a usta maluję malinowym błyszczykiem. Zadowolona z efektu wracam do pokoju i wybieram buty. Tego wieczora stawiam na czarne szpilki. Zanim wychodzę z pokoju zabieram ze sobą jeszcze czarną ramoneskę. Schodzę ze schodów, po chwili jestem już na dole, gdzie w progu kuchni stoi moja mama oparta o framugę drzwi i bacznie mi się przygląda. Na jej twarzy widzę smutek, dlatego pytam "Mamo coś się stało?", na co ona przybiera sztuczny uśmiech na twarz, myśląc, że tego nie zauważę i odpowiada: "Nie, nic. Tylko.. tylko moja jedyna córeczka tak szybko dorasta i niedługo zostanę sama w tym domu.". Och ta moja mama, wzdycham i z uśmiechem odpowiadam: " Jak na razie się nigdzie nie wybieram, no może teraz idę na imprezę, ale rano wrócę. Cześć, kocham cię mama!". Zamykając drzwi słyszę jej głos, mówiący: "Cześć! Baw się dobrze, ale uważaj na siebie." Wychodzę poza teren mojego domu i od razu wsiadam do czarnego BMW, witam się ze wszystkimi i po chwili ruszamy uczcić moją dzisiejszą wygraną. Nie zawsze nadarza się taka okazja. Nie chodzi mi o to, że rzadko wygrywam, bo tak nie jest. Dziś po prostu mijają trzy lata od mojego pierwszego i wygranego wyścigu. I dlatego ja i czwórka moich przyjaciół świętujemy dzisiejszy dzień w najlepszym londyńskim klubie. Jest nas na to stać, dzięki naszej "pracy", ale szczegóły kiedy indziej. Teraz jedynie mogę zdradzić, że nie jest to ani bezpieczne ani legalne.
Czarnym BMW przemierzamy ulicę Londynu. Na miejscu kierowcy siedzi Ryan, a  obok niego ja.
Tylne siedzenie zajmuje Faith, Don i Vin. Już po kilku minutach jazdy jesteśmy na miejscu. Wysiadamy z auta, a do moich uszu dobiega wyraźny krzyk i wrzask. Ocho, pewnie zjawiły się jakieś przemądrzałe gwiazdki. No nic, to nasz wieczór, więc zaszalejemy. Bez problemu dostajemy się do środka i od razu ruszamy do baru po drinki. Następnie siadamy przy stole, obserwujemy klub i delektujemy się smakiem napoju, który po chwili mi się skończył i dlatego ruszyłam do baru po kolejny. Gdy wróciłam do stolika cała czwórka niemal pokładała się ze śmiechu. Nie wiedziałam o co chodzi, a teraz nie było ich nawet jak zapytać, więc wzrokiem powędrowałam w to samo miejsce, w które oni byli wpatrzeni. Gdy to zobaczyłam zaczęłam śmieć się jeszcze głośniej od nich. Przekomiczny widok. Otóż przy stole naprzeciwko nas siedzi piątka chłopaków. Jeden z nich- czarnowłosy z kolczykiem w uchu śpi na stole i coś mamrocze najebany w cztery dupy, obok niego siedzi chłopak z lokami na głowie też pijany i przystawia się do chłopaka, który bawi się... marchewkami? Próbuje go pocałować w policzek, ale ten bije go marchewkami po twarzy i kilka razy trafia mu w oko. Obok nich jest kolejna dwójka. Jeden z nich wymachuje łyżką i grozi temu drugiemu, który w reakcji na to piszczy i niemal płacze. Co za dzieci! Po kilku minutowym napadzie śmiechu uspokoiliśmy się, bo po pierwsze chłopak marchewka, chłopak całuśnik, i chłopak "weź ode mnie tę łyżkę" gdzieś sobie poszli i skończyło się całe przedstawienie, a po drugie cholernie bolały mnie już policzki. Teraz wszyscy rozmawialiśmy i wspominaliśmy dawne czasy- początki naszej wspólnej działalności, pierwsze wyścigi, pierwsze wygrane, pierwsze napady i ucieczki... upss. Miałam teraz o tym nie mówić.
Było dobrze, dopóki na twarzy Dominic'a nie zobaczyłam tego chytrego uśmieszku. A to idiota! Wymyślił sobie, że jeżeli poproszę tego blondyna- jednego z tej dziwnej piątki do tańca i go potem pocałuję to będzie on musiał wykonać dla mnie jakieś zadanie/ żądanie/ zachciankę. Chłopak się przeliczył, bo  mimo tego, że nie należę do osób, które robią takie rzeczy (mam na myśli flirtowanie z pijanymi chłopakami w klubie, całowanie się z nieznajomymi itp.) to tym razem zrobię wyjątek. Poczuje ten chuj, co to oznacza zemsta Vivanie Christiny Hope Toretto. A zemścić mam się za co. Ten pedał (którym nie jest haha) popsuł mi moje ukochane autko-Nissana 350Z . Przystanęłam na tę propozycję i z cwanym uśmiechem oddaliłam się od towarzyszy. Zmysłowym krokiem zaczęłam podążać w stronę blondyna, który gdy tylko zauważył, że idę w jego stronę zaczął mnie bacznie obserwować. Stanęłam przy ich stoliku i rękoma oparłam się o blat, wypinając przy tym pupę. Teraz mogłam spojrzeć chłopakowi  prosto w oczy.

-Witaj przystojniaku.- przywitałam się, a potem zachichotałam. Nie wieże, że to robię! Don pożałuje!- Nie maruj tego pięknego wieczora, choć zatańczymy.- powiedziałam pociągają go za rękę i idąc w stronę parkietu. Blondasek szedł za mną, cały czas trzymałam jego dłoń, którą gdy dotarliśmy na parkiet położyłam na swoim biodrze, a swoje ręce oplotłam na jego karku, ponieważ włączyli właśnie wolny kawałek. Pod koniec piosenki zaczęłam składać delikatne pocałunki na jego szyi docierając powoli do twarzy. Gdy piosenka się skończyła na jego zaczerwienionym policzku złożyłam delikatny pocałunek, po czym zarzucając włosami z uśmiechem od niego odeszłam. Chyba go zaskoczyłam. A tak na marginesie, to słodko się rumieni.




Kilka minut po uwodzicielskiej akcji z blondaskiem opuściliśmy klub, bo jutro też jest dzień i trzeba pracować, mimo że mam wakacje. Nie pijący Don odwiózł wszystkich do domów, zostawiając mnie na koniec. Milczeliśmy całą drogę, bo obydwoje najwyraźniej o czymś intensywnie milczeliśmy. Ja myślami zostałam jeszcze w klubie, gdy tańczyłam z tym chłopakiem. Wydawał się być typem grzecznego chłopaka, po za tym miał nieziemskie perfumy i słodko się rumienił. Ale STOP! Chris nie czas na miłostki. Teraz musisz pracować i spłacać dług. No tak, wracam na ziemię.
Nagle poczułam jak samochód gwałtownie zatrzymuje się, dlatego spojrzałam za okno.
-Jesteśmy na miejscu.- usłyszałam głos Domnic'a, po czym spojrzałam w jego stronę i się uśmiechnęłam chytrze.

-Lepiej przygotuj się na najgorsze.- odparłam i wysiadłam z auta, słysząc jeszcze jego cichy śmiech. Już moja w tym głowa, by pożałował swoich pomysłów.

C.D.N.



Witajcie. Oto pierwszy rozdział. I jak się wam podoba? Start głównego wątku jest już w tym rozdziale, żebyście nie czekali długo na jakieś wydarzenie. W następnym rozdziale również nie zabraknie rozpoczęcia kolejnego wątku. Ale koniec o tym.

Jak się wam podoba?

Na sam początek muszę niestety zastosować mały szantażyk.

6 komentarzy= nowy rozdział. :(

czwartek, 26 grudnia 2013

Prolog "Story of my extraoridinary life."

"Story of my extraoridinary life."

To było 9 lat temu, a bardzo dobrze pamiętam ten dzień. 
Kolejna kłótnia moich rodziców.
O co?
O pasję mojego taty.
O auta, wyścigi i wiążące się z tym niebezpieczeństwo.
Kolejna ostra wymiana zdań.
Krzycz, a potem płacz mojej mamy.
Miałam osiem lat i nie wiele rozumiałam.
Jednak do dziś pamiętam dokładnie rozmowę z moim tatą.

"Doprowadzasz mamę do płaczu, dlaczego? Dlaczego mamusia płacze?”- zapytałam.

"Dziecinko, tatuś nigdy cię już nie opuści."- odpowiedział, jednak nie na pytanie, które 
zadałam.

„Tatusiu kłamiesz. Zawsze to mówisz, zawsze mówisz, że to ostatni raz" 

"Ale już nigdy nie odejdziesz, tatusiu jesteś mój."- byłam tego pewna. 




Dotrzymał słowa. Do dziś słyszę jego głos, który mówi mi "Kocham cię. 

Jestem tu, choć mnie nie widzisz. Jestem tu. Wierzę w ciebie. Kocham cię. Wygrasz to!"

A ja w myślach odpowiadam "Ja też cię kocham, tato. To co robię, robię dla ciebie." 


Dziś to ja doprowadzam moją mamę do płaczu.
Przez co?
Przez moją pasję.
Auta, wyścigi i wiążące się z tym niebezpieczeństwo. 
Mama mówi, że "odziedziczyłam" to po tacie.
Może to prawda.
Bo gdy pierwszy raz weszłam to warsztatu samochodowego, to nie chciałam stamtąd wychodzić.
Gdy miałam 14 lat po raz pierwszy się ścigałam.
I do tej pory tak jest.
Wyścigi to moja pasja.
Moje życie to ciągły wyścig.

Ale od jakiegoś czasu już nie jest tak samo.
Tata odszedł, a ja zostałam.
Do dziś pamiętam słowa, które powiedział patrząc mi w oczy przed swoim ostatnim wyścigiem.

"Vivanie pamiętaj, że kiedy odejdę, po prostu idź dalej, nie płacz, lecz się raduj każdą chwilą. 

Kiedy usłyszysz dźwięk mojego głosu to wiedz, że patrzę z góry i się uśmiecham.

Ja nic nie poczułem, więc skarbie, ty też nie czuj bólu. 

Po prostu uśmiechnij się do mnie. A teraz w drogę." 





Teraz moje życie jest odzwierciedleniem życia mojego taty.







Każdego dnia jestem gotowa, by jechać. 

Zawsze jestem gotowa na wygraną. 

Zawsze wiem, że mogę również przegrać. 

Ale mam ducha, wewnątrz czuję się jak morderca.

Co będzie to będzie.

Nie zmienię przeznaczenia.

To tylko życie.

W każdej chwili się może skończyć.


Ale nie baję się śmierci albo umierania.

Boję się tylko nie spróbowania.






Jestem kimkolwiek jestem.

Jestem sobą.

Nic mnie nie zmieni.

Nie interesuje mnie to, co inni myślą o moim życiu.

Tylko Bóg może mnie osądzić.




Każdy dzień to nowa przygoda.

Uwielbiam adrenalinę.

Każdy wyścig to nasza chwila.

I nie jestem skora do gierek.

Bo to może stać się niebezpieczne.

Spójrz na ludzi z którymi się wożę.

Ta chwila jest nasza.


 Ci sami, z którymi się wożę.

Będą tymi samymi z którymi umrę.

Trzymając się planu, zawsze myślę, że będziemy stać na nogach, nigdy 

uciekać.

Jesteśmy rodziną i lojalność nigdy się nie zmieni


Trzymaliśmy się razem od pierwszego dnia.

Zawsze razem.

Na zawsze razem.

My wciąż podążamy tym samym kodem.

Nigdy nie odwracamy się plecami, nawet nasze samochody nigdy nie tracą

kontroli.





Udoskonalam swoją pasję.

Nie mogłam zwolnić, więc musieliśmy to rozbić.


Widzę kilku ludzi przed nami, których wyprzedzimy.


Żyjąc w szybkim tempie.



Ruszam z prędkością życia i nie mogę zwolnić.






"Tylko jeszcze jeden galon w zbiorniku paliwa.

Ale jestem prawie na mecie, więc nie mogę teraz przestać.

I naprawdę nie wiem gdzie jestem w czołówce, po prostu bawię się tą jazdą.

Po prostu nawijam dopóki nie padnę i jadę aż nie umrę."




Wiem, że to dziwne, trudne do zrozumienia.

Ale z czasem sami przekonacie się o czym mówię.


"Żyje od wyścigu do wyścigu, nic więcej się nie liczy. Przez te 10 sekund po starcie, jestem wolna."

Teraz będzie jeszcze bardziej niebezpiecznie.

Tyle nowych osób.

Tyle nowych kłopotów.

A wszystko nadeszło wraz z pojawieniem się pewnej piątki.

Jednak tylko dwójka z nich zawróciła mi w głowie.

Tak nie powinno być.

Dla mnie nie ma miłości.

To jest niebezpieczne.

Jak ja to przeżyję?!



Nazywam się Vivanie Christina Hope Toretto i przedstawię wam moją historię.

Może będzie to wyglądało jak z filmu, ale to prawda.

Takie jest moje życie.

Życie jest wyścigiem.

Jedź albo giń. 

"Ride or die"





Witam Was na nowym blogu z nowym opowiadaniem. Powyżej znajduje się prolog, który przedstawia początek pasji, życie i w pewnym sensie również zdradza co będzie się działo dalej, jaki będzie wątek itp. Prolog ma wstawki z piosenek, cytaty z filmów, ale również dorzuciłam większość od siebie. Mam nadzieję, że się wam spodobał. A teraz komentujcie, chce zobaczyć ile was tu jest!

środa, 18 grudnia 2013

Postacie

Vivanie Christiana Hope Toretto 

17 lat


"Żyję w szybkim tempie. Jadę aż umrę."






Dominic Hobbs

20 lat

"Podążamy wciąż tym samym kodem."

last one!





Faith O'Conner

19 lat

"To nie zabawa, to jest życie. Tego wyścigu nie możesz przegrać. Musisz walczyć!"






Ryan Walker

21 lat


"Nigdy nie bałem się śmierci albo umierania.

Boję się tylko nie spróbowania."








Vin Badner

 23 lata

"W tym środowisku musisz uważać. Nie możesz przekroczyć granic, bo będzie po Tobie. Uważaj..."








One Direction:


Zayn Javadd Malik


20 lat


"Nie ważne jak życie jest ciężkie, nie trać nadziei."








Niall James Horan

20 lat

 "Mogę zakochać się w każdej dziewczynie, bo nie kocham 

oczami, lecz sercem. Ale mam Ciebie i tylko ty jesteś dla 

mnie ważna. Jesteś najważniejsza i jedyna."










Harry Edward Styles

19 lat

"Marzenie jest tylko marzeniem, dopóki nie sprawisz, że 

będzie prawdziwe."









Liam James Payne

 20 lat

"Próbuję być fajny, ale nie jestem w tym za dobry."








Louis Wiliam Tomlinson

22 lata

"Żyj tą chwilą, ponieważ wszystko jest jeszcze nie pewne."








Pozostali:


Adeline Toretto 45 lat


Brian Toretto  †